Wyobraźnia

Dziewczynka, która pisała wyobraźnią

Wyobraź sobie, że potrafisz, wymarzyć sobie wszystko, na co masz ochotę. Kiedy poczujesz smak lodów waniliowych, chwile późnij, pojawia się w Twojej ręce wafelek, zgadnij z czym? Oczywiście! Z gałką lodów waniliowych! Kiedy pomyślisz i wyobrazisz sobie nową lalkę, znowu, pojawia się lalka. Jest to niesamowita, magiczna umiejętność, ale bywa również przyprawiająca dreszcze. Trzeba bardzo pilnować tego czego się pragnie, czasami nawet, tego czego sobie wyobraża.

Teraz Ty wyobraź sobie, że kiedyś oglądałam bajkę o myszce, która podkradała serek żółty, i właśnie ta bajka przypomniała mi się podczas przerwy śniadaniowej. Jadłam właśnie kanapkę, jak się pewnie domyślasz, z żółtym serem, który niefortunnie spadł mi z kanapki. Chwilę później na stołówce szkolnej podniósł się pisk i krzyk, że niemalże ze stołów pospadały wszystkie talerze. Mnie to akurat rozśmieszyło, bo lubię małe słodkie myszki, ale już moim koleżankom nie było do śmiechu. Nawet Kamil, największy rozrabiaka szkolny, wskoczył na krzesło, co rozbawiło jego szkolnych kamratów.

Z powodu małej myszki zrobiła się całkiem duża afera, Dyrektor zamówił usługi deratzacyjno… coś w tym stylu. Nie wiem jak-to się dokładnie nazywa, ale chodziło o odszczurzanie, jak później wyjaśniła mi mama. Szkołę zamknięto na dwa dni! To na szczęście był czwartek i piątek więc mieliśmy przymusowo dłuższy weekend. Super! Mojemu tacie jednak nie było w śmiech tak jak nam, uczniom podstawówki, na ul. Zakręconej. Tata musiał zostać ze mną w domu, nie żeby tego nie lubił, ale miał w tym czasie inne plany.

Tak więc widzicie, muszę mocno uważać na to co myślę. Czasami oczywiście nic się nie dzieje, ale jestem ostrożna. Wspomnę jeszcze tylko, że finał historii myszki był całkiem fajny. Pani Kasia od przyrody była akurat na stołówce i bez grama strachu złapała myszkę i zaniosła do klasy, w której nauczała. W klasie była akurat wolna klatka, po szkolnym chomiczku, który niestety opuścił nas w zeszłym tygodniu. Pani Kasia przygotowała trociny, wsypała ziarenka i uzupełniła poidełko do wcześniej przygotowanej klatki. Następnie wprowadziła do niej Mikiego. Miki został ochrzczony, nie wiadomo przez kogo i kiedy ale tak się po prostu przyjęło. Miki  zamieszkał w naszej szkole ku uciesze wszystkich, no prawie wszystkich uczniów. Tylko Kamil nie lubił naszej szkolnej myszki, bo przypominała mu, jak niezdarnie wskoczył na krzesło, i stał się chwilową uciechą swoich kumpli.

Jeszcze innym razem, wstałam lewą nogą i miałam strasznie zły humor. Tego dnia akurat mieliśmy jechać na wycieczkę, na grzyby i chyba zepsułam tą wycieczkę, bo wymyśliłam sobie, że będzie padać. Tak się akurat stało, gdy tylko wsiedliśmy do samochodu. Tata jednak się uparł, że: „jedziemy i koniec”. Tak też zrobiliśmy, ale co rodzice się ze sobą nakłócili przy tym.

Tata powtarzał – Nie ma złej pogody! Są tylko źle ubrani ludzie- dodał. Mama z kolei nadąsana mamrotała pod nosem –  nie widzę przyjemności w łażeniu po lesie w deszczu – po chwili dodała – i nie mam odpowiednich butów. Tata jednak nie zważając na to wszystko, konturował jazdę. Ja tylko siedziałam cicho i nadąsana nie wiedziałam, czego chcę. I chyba dobrze. Po około 40 – minutowej podróży, wysiedliśmy w mokrym zimnym lesie, brrr, zamarzyłam, żeby znaleźć się w ciepłym domu, ale tym razem się nie spełniło. Czasami tak się dzieje, nie wiem dlaczego. Tata przetyrał, mnie i mamę 2 godziny po lesie. Wszyscy w trójkę, zmęczeni, wkurzeni, głodni i przede wszystkim mokrzy wsiedliśmy do samochodu i w ciszy wracaliśmy do domu. Żeby dopiec tacie, przez całe dwugodzinne poszukiwanie grzybów, życzyłam mu, żeby nie znalazł ani jednego grzyba. Tamtego dnia tak jak Wam chwilę wcześniej wspominałam, straciłam swoją magiczną umiejętność albo przynajmniej była mocno ograniczona, bo tacie udało się znaleźć zaledwie kilka podgrzybków, jakiegoś rydza i dwie kanie. Byłam z siebie dumna. W takim nastroju tata zawsze nazywała mnie złośnicą.

Nigdy nie wiedziałam, z jaką mocą i czy w ogóle uda mi się sprawić coś, o czym pomyślę, ale po tych kilku razach  byłam ostrożna. W końcu nigdy nie wiadomo, czy nie poczuję się, źle po kartonie żelków. Tak stało się i tym razem. Dziadek przysłał mi karton z prezentami na moje 8 urodziny, i zgadnijcie, co było w środku? Poza modnymi ubraniami i artykułami papierniczymi, były oczywiście żelki. I to nie byle jakie. Było kilka opakowań żelków Haribbo, które lubiłam najbardziej. Szczególnie te o smaku coli. Pomyślałam sobie, ale fajna ta moja przypadłość.

Tak poza tym, o za dużą ilość zjedzonych przeze mnie żelków nie musiałam się obawiać. Tego solidnie pilnuje mama, ma hopla na punkcie zdrowego żywienia, a poza tym ona z tatą również lubą żelki. Pewnie tylko w trosce o moje zdrowie, schowali przede mną większość, a wieczorami kiedy spałam, opychali się nimi. Nie wiem, czy oni wiedzieli, ale ja — tak. A niech mają.

Bardzo dawno temu, tak mi się przynajmniej wydawało, bo dzisiaj chodzę do drugiej klasy, a historia, którą wam opowiem, wydarzyła się pierwszego dnia w szkole, czyli ponad rok temu. Prawda, że dawno? W końcu przetrwałam cały rok w szkole, a to jak mówi tata: „nie byle wyczyn”. Bycie drugoklasistką to poważna sprawa, zaczynają się obowiązki, trzeba się uczyć i jeszcze zadają te paskudne zadania domowe. A, w domu przecież mogłabym spędzać mnóstwo czasu przy moim tablecie, który sobie wymarzyłam. To marzenie jednak spełniło się nie od razu, a po dwóch dniach. To były najdłuższe dni w moim życiu. Najgorsze jest to, że musiałam rozbić swoją skarbonkę świnkę, i namówić rodziców, żeby pojechali ze mną do sklepu z elektroniką. W każdym razie był to mój pierwszy tablet, który kupiłam za swoje, oszczędzone pieniądze. Teraz jednak obowiązki powodowały, że miałam mniej czasu na oglądanie swoich ulubionych bajek i granie w gry. Wrrr, a do tego rodzice cały czas coś ode mnie chcieli popołudniami, tata jęczał, że chce ze mną pograć w piłkę na dworze, a mama wymyślała jakieś głupie rysowanie. W sumie to lubiłam rysować, ale teraz miałam ochotę na bajkę. Tak naprawdę jak się wkręciłam w rysowanie albo tworzenie naszyjników z zestawu koralików, które dostałam z jakiejś tam okazji, pochłaniało mnie to bez reszty. Podobnie było ze spacerami na dworze. Najgorzej było ubrać się i wyjść. Później zapominałam o bajkach, grach. Lubię w końcu spędzać czas na świeżym powietrzu.

Facebook

Moja Twórczość

Wojciech Oleszko

Witaj, mam na imię Wojtek i z przyjemnością zabiorę Cię do Świata pełnego kreacji, gdzie marzenia stają się celami, a cele rzeczywistością. Na łamach portalu Nasza Nowa Opowieść, poznasz mój punkt widzenia na to, co nazywamy Życiem. Pokazuję tutaj metody i techniki, perspektywę, która ulepsza moje życie codziennie. To, co dobrze działa na mnie, może zadziałać również na Ciebie.

Uwielbiam tworzyć historie. Opowieści tworzę z słów, które przelewam na papier zarówno tradycyjny, jak i elektroniczny. Jeżeli tylko lubisz historyjki, gawędy różnej treści, zdeterminowane przez magię, różne wymiary ludzkiej egzystencji i nie tylko, to zapraszam do czytania. 

Zawodowo zajmuję się tworzeniem stron Internetowych, Copywritingiem i szeroko pojętym marketingiem internetowym, stało się to moją pasją i sposobem na życie. W związku z tym zapraszam również na portal PROSM, który mam przyjemność prowadzić.